Matki wynurzenia

Początek końca.

IMG_20170408_123807

Siedzę sobie właśnie na schodkach prowadzących na naszą ulubioną psią plażę. Fale szumią łagodnie, słońce delikatnie przebija się przez chmury, Padek sobie pływa na desce, pies ugania się za innymi przedstawicielami gatunku psiego.

Dziecko…śpi w samochodzie.

Błogość. Oprócz tego, że nie mogę ruszyć się z miejsca, na wypadek, gdyby się w dzikiej panice obudziła (oraz z powodu butów na wysokim obcasie, zupełnie niezdatnych na spacery po piasku, idealnych natomiast na “baby shower”, na który wybiorę się po dokładnie 45 minutach błogości, nie istnieje nic. Nie ma ograniczeń, świat jest moją ostrygą.

Gdyby ktoś powiedział mi nawet zaledwie 2 lata temu, że to będzie mój szczyt, mój Everest wolności – och, śmiałabym się ja gromko, śmiała! Gdyby przepowiedziano mi, że o trzynastej w sobotę – w sobotę!W ten dzień wolny od pracy, weekend, niegdyś czas, gdy o trzynastej to się powoli z łóżka wychodziło – tak właśnie, w sobotę!- będę już na nogach od godzin sześciu, zaliczywszy po drodze poranek z marudnym bobo, wspólne z tym samym bobo śniadanie, półtoragodzinną konferencję na Skajpie z rodziną, dramaty związane z czynnością bobo-ubierania, spotkanie w polskojęzycznej grupie na zabawę przy piosnkach, wierszykach i popychaniu pierdół, szybkie ogarnięcie domu oraz bobolanczu, a także przygotowanie do i wreszcie rodzinny wyjazd na wspomnianą już wyżej plażę, aby nareszcie odnaleźć swoją strefę relaksu przysiadłszy dosłownie na chodniku i w miejscu hasającego psa warując przy samochodzie z pogrążonym we śnie potomstwem – gdyby więc mi takie coś przepowiadano, nie tylko nie uwierzyłabym, ale standardowo chyba zrównałabym przepowiadających z ziemią za karę za kiepskie dżołki.

Moje teraźniejsze życie, nawet gdyby niesłychanie mocno się samo z siebie starało, nie mogłoby być bardziej różne od tego sprzed lat zaledwie kilku. Imprezy, zakupoholizm, wiecznie zaplanowane lub właśnie trwające podróże, poczucie, że można wszystko i zawsze, niedbałość o jutro – w skrócie, nieznośna lekkość bytu – tego już nie ma i se ne vrati.

Moje drogie Dziecko połknęło te wszystkie, jak się teraz okazuje, nie tak w końcu ważne aspekty mojego istnienia wraz ze swoim pierwszym oddechem. Dziecko doprowadziło do zmiany mojej tożsamości, do przetasowania priorytetów, do zaczętego wraz z pojawieniem się psa hulaszczego życia i do rezygnacji z tego, co niegdyś było mi esencją szczęścia.

Nie chcę nic z powrotem. Za nic i po nic. Teraz moje szczęście to ONA.

(To powiedziawszy wzniosła swoje przyciężkie siedzenie z prowadzącej na plażę kładki i poszła koić rozwrzeszczaną na dobre w samochodzie, więc nie szkodzi, bo nikt nie usłyszy, marudną córkę. Co zresztą nie jest prawdą, a tylko środkiem artystycznego wyrazu, bo Moje Dziecko to dobre dziecko. Innego końca świata nie będzie.)

Advertisements

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s