Matki przygody / Matki wynurzenia

Home alone, czyli Matka sama w domu – euforia czy panika?

Nie pamiętam, kiedy to się ostatnio zdarzyło, czemu by się zdarzyło i czy w ogóle się zdarzyło. Po namyśle, jednak nie, nie sądzę, żeby coś takiego kiedykolwiek wcześniej miało miejsce. Ojciec Dziecka zabrał Dziecko PO RAZ DRUGI DZIŚ ze sobą POZA DOM. A potem rozstąpiły się niebiosa i rozległ się donośny ryk trąb jerychońskich. Na całym świecie jednocześnie wystrzelono miliony fajerwerków. Publika oszalała.

A potem…Potem zapadła cisza i matka, odczuwając coś pomiędzy absolutną nirwaną a skrajnym niedowierzaniem i strachem, że to nieprawda, że to sen, że za chwilę ktoś uszczypnie i czar pryśnie – z przyspieszonym oddechem i biciem serca oraz uczuciem słodkiego mrowienia w brzuchu, opadła na fotel. I wówczas napłynęło tępe: “Ale co teraz”..

Czasu przy dziecku brakuje ZAWSZE i jak go nie ma, to bezustannie na myśl przychodzą tysiące czynności wymagające natychmiastowej uwagi i czasu właśnie. Niemniej, otrzymawszy nagle ten niezwykły podarunek od losu i od zwykle ze wszech miar zajętego  “Bo ja I Tak Robię Tak Wiele w Porównaniu z innymi Ojcami” Ojca Dziecka, ja po prostu nie wiem, co ze sobą zrobić. Przez co najmniej dziesięć minut rozglądam się zdezorientowana. Dom nie lśni czystością, podstawowe ogarnięcie nastąpiło jednak podczas wyjścia numer 1, a nadgorliwość jest gorsza niż faszyzm, jak to mówią; rozpoczęcie sprzątania zresztą to jak darcie się na całe gardło w mocno zawalonych śniegiem górach – od ścierania kurzu do trzepania dywanów i jeszcze tylko mycie okien, a na koniec polerowanie rodowych sreber (jak się je ma) i lawina murowana. Kto by tam poza tym te krótkie, acz wiekopomne chwile na uganianie się ze ścierką marnował.

Okej. Scenariusz “Udaję Perfekcyjną Panią Domu” zatem odrzucamy. Mija kolejne dziesięć minut, podczas których intensywnie, z pomocą Fejsa i Instagrama, zastanawiam się, gdzie następnie skierować swą nieokiełznaną energię. Iść pobiegać? Ależ mnie drapie w gardle! Obejrzeć telewizję? Toż to zajęcie na wieczór, gdy po całym dniu w robocie i wieczorze z Dzieckiem padamy oboje z Ojcem na ryj. Joga? Koniecznie od jutra! Książka? Gazeta? Podkasty? Czy jest warto zaczynać, skoro zaraz niechybnie trzeba będzie lekturę porzucić, powracając z ferworem w wir matczynych zobowiązań?

Jak zombie, obgryzając paznokcie i pocąc się obficie z nerwów, siedzę przykuta do fotela. Początkowa radość wyzwolenia opada, przemieniwszy się w paranoję polegającą na zerkaniu na zegar co dwadzieścia sekund  i wyrzucaniu sobie samej pod nosem, że jak to, że co jest, że inercja. Zegar głośno odmierza sekundę po sekundzie, ja, bliska już obłędu ofiara nieoczekiwanie sprzyjających okoliczności, coraz szybciej przewijam feeda na Insta. Ptaki śpiewają za oknem, słychać przelatujące samoloty, które kursują sobie po niebie jak gdyby nigdy nic, ludzie na ulicach spacerują i w ogóle żyją zwyczajnym życiem!

Ja już straciłam większość włosów i całe paznokcie.

Po dwóch godzinach wpatrywania się w monitor telefonu, z pupą zdrętwiałą od siedzenia w moim  fotelu tortur, w stanie skrajnego wycieńczenia wolnością i mnogością wyborów, zostaję uratowana przez Ojca Dziecka i Dziecko powracających SPOZA DOMU, którzy sobą znów wypełniają mój świat.

Z radością, ba, z ekscytacją powracam do normy, bo przecież znów będę mogła narzekać, jak to na nic, na nic zupełnie, nie starcza mi czasu. Witaj świecie plucia jedzeniem i śmierdzących pieluch, tak za tobą tęskniłam!

 

 

Advertisements

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s